Rozdział 33

Od wizyty Moniki i Arka, cały spokój w naszym domu został zaburzony. Razem z babcią i Moniką stale obserwowałyśmy stan poszkodowanego Arka oraz się nim zajmowałyśmy, a Mateusz znikał z domu na całe dnie. Już nie wspominając o Alex'ie, który chyba gdzieś się przeprowadził, bo przez kilka dni pod rząd nie sypiał u siebie w mieszkaniu, a przez to rzadziej u niego sprzątałam. W ogóle wszyscy byliśmy jednym wielkim kłębkiem nerwów. Wynikły pewne komplikacje z nowymi dokumentami dla naszych gości, a ostatnio u Alexa byli inni Szwedzi i to dosyć niezbyt pokojowo nastawieni. Każdy dzień był dla nas niepewny, bo kwestią czasu było odkrycie, że ukrywamy tu uciekinierów, ściganych najprawdopodobniej za czynny udział w polskim państwie podziemnym i kilka innych przewinień, o których wolałam nawet ni myśleć.
Jednak nadszedł dzień, kiedy udało nam się załatwić fałszywe dokumenty dla Moniki i jej brata, a Arek już był na tyle podleczony, że mógł wyruszać w drogę, nie chwiejąc się przy tym na nogach.
Daliśmy im trochę jedzenia, pieniędzy, ubrania i się z nimi pożegnaliśmy. Na odchodne nawet zostałam przez Arka pocałowana w usta i obiecał mi, że gdy już się wszystko uspokoi, to po mnie wróci. Nazwał mnie nawet swą ,,ukochaną", na co Mateusz oraz babcia nie wybuchnęli śmiechem, kiedy zauważyli moją minę, która mówiła ,,chyba pomyliłeś osoby".
Po tym wszystkim niby powrócił dawny ład i harmonia, lecz nadal niewyjaśniona pozostawała sprawa ze znikającym Alex'em. Mateusz codziennie chodził do niego na górę, lecz często wracał po kilku chwilach i oznajmiał, że nadal nie ma go w domu. Cudem było zastać Szweda w jego mieszkaniu i to w dodatku nie ucinającego sobie drzemkę. Alex ciągle wyjaśniał Mateuszowi, że jest bardzo zapracowany i to co robi jest bardzo ważne, dlatego tak często jest zmuszony spać poza domem.
Pewnego razu, gdy sprzątałam jego mieszkanie, a on akurat jadł śniadanie, udało mi się z nim porozmawiać. Przy okazji opowiedziałam mu o Monice i Arku, lecz wydawał się mnie nie słuchać. Zgadywałam, że pewne miał ważniejsze sprawy na głowie niż krycie uciekinierów lub pożegnanie Arka ze mną, o którym wolałam nie wspominać. I tak wydawał się być już wystarczająco zmęczony i przygnębiony, więc postanowiłam coś wykombinować, żeby zmienić tą atmosferę:
-Hey.- Odezwałam się nagle, a on spojrzał na mnie pytająco- How is there in Sweden?
-In Sweden?- Powtórzył powoli, odrywając się od zamyślenia- It's very cold. Colder than here so I think you wouldn't like to be there.- Wytłumaczył
-I see. Even in summer?
-In summer it is like spring here. It's not cold, but it's not hot either. Why are you asking me about that?- Zaciekawił się
-I don't know. I guess you're missing your home.
-Sometimes.- Przyznał- But I like to be here. It's very beautiful country.
-What about your family?- Kiedy zadałam to pytanie, mało nie upuścił kubka, z którego pił kawę, lecz go szybko złapał
-My family?- Upewnił się czy dobrze zrozumiał- My parents are dead, but my sister lives with her husband and kids in Liverpool. So she's safe.- Odparł bezpośrednio, a ja byłam tą bezpośredniością szczerze zaskoczona...

Komentarze