Rozdział 8
Zgodnie z moją prośbą, dostałam łańcuszek i nawet obiecałam, że zapłacę za niego, jak tylko skończy się wojna i gdzieś mnie wezmą do pracy. Babcia żywo protestowała, mówiąc, że nie jest jej potrzebny, a poza tym to prezent od nich.
Przewlekłam obrączkę przez złoty łańcuszek i zawiesiłam na szyi. Dzięki temu czułam obecność mamy, tak jakby mnie teraz obserwowała i wspierała w tym wszystkim.
Powoli znów włączyłam się do aktywnego życia w domu babci Poli i Mateusza. Zaczęłam sprzątać, bo to było jedyne zajęcie, które pozwalało mi się zrelaksować. Powycierałam kurze w całym mieszkaniu (prócz pokoju Mateusza, bo stanowczo zakazał mi do siebie wchodzić). Następnie odkurzyłam i umyłam podłogi. Zrobiłam rewolucję w łazience i po mych ,,szarżach" pachniała cudnie, jak to określiła babcia. Wyszorowałam też kuchenkę gazową w kuchni i wszystkie garnki. W międzyczasie ugotowałam skromny obiad dla naszej trójki i dalej kontynuowałam porządki. W końcu mieszkanie jaśniało od czystości, więc pod wieczór wzięłam się za klatkę schodową. Babcia Pola odradzała mi to, mówiąc, że jest już późno i żebym odpoczęła, jednak ja się uparłam.
Zaczęłam sprzątać od samej góry. Byłam już gdzieś w połowie zamiatania schodów, kiedy zszedł po nich Alex ubrany w swój mundur, który budził we mnie przerażenie. Jednak tym razem nie bałam się tak bardzo. Miałam przy sobie mamę, to znaczy nie dosłownie, ale czułam, że mnie wspiera. Wysiliłam się na łagodny uśmiech:
-How are you tonight, beautiful girl?- Zapytał z radosnym uśmiechem, zatrzymując się.
-Good. Thank you.- Odpowiedziałam uprzejmie, wracając do przerwanej czynności- What about you?
-The same. Thanks.
-Are you going to...?- Nie potrafiłam dokończyć zdania, bo tak naprawdę nie miałam pojęcia, gdzie mógłby iść
-Yes, I'm going to work.- Przytaknął- I'll be back in the morning.- Poinformował mnie- So you're cleaing the staircase?- Zmienił szybko temat
-Yes.- Zgodziłam się
-Isn't too late for that?- Zapytał- You should have a rest.
-It's okay.- Zapewniłam- It's the best way to not think about everything... bad.- Odparłam
-I see. So good luck.- Uśmiechnął się na pożegnanie
-Thanks.- Podziękowałam, a on pokonał ostatnie stopnie i opuścił kamienicę.
Nie taki szatan straszny, pomyślałam, uśmiechając się pod nosem. Byłam dumna z siebie, że w końcu przezwyciężyłam swoja niechęć do Alexa, bo na serio był miły, a do tego nawet i czarujący na swój sposób.
Jedynie jedna myśl nie dawała mi spokoju... Co takiego robił w tej swojej ,,pracy"?
Przewlekłam obrączkę przez złoty łańcuszek i zawiesiłam na szyi. Dzięki temu czułam obecność mamy, tak jakby mnie teraz obserwowała i wspierała w tym wszystkim.
Powoli znów włączyłam się do aktywnego życia w domu babci Poli i Mateusza. Zaczęłam sprzątać, bo to było jedyne zajęcie, które pozwalało mi się zrelaksować. Powycierałam kurze w całym mieszkaniu (prócz pokoju Mateusza, bo stanowczo zakazał mi do siebie wchodzić). Następnie odkurzyłam i umyłam podłogi. Zrobiłam rewolucję w łazience i po mych ,,szarżach" pachniała cudnie, jak to określiła babcia. Wyszorowałam też kuchenkę gazową w kuchni i wszystkie garnki. W międzyczasie ugotowałam skromny obiad dla naszej trójki i dalej kontynuowałam porządki. W końcu mieszkanie jaśniało od czystości, więc pod wieczór wzięłam się za klatkę schodową. Babcia Pola odradzała mi to, mówiąc, że jest już późno i żebym odpoczęła, jednak ja się uparłam.
Zaczęłam sprzątać od samej góry. Byłam już gdzieś w połowie zamiatania schodów, kiedy zszedł po nich Alex ubrany w swój mundur, który budził we mnie przerażenie. Jednak tym razem nie bałam się tak bardzo. Miałam przy sobie mamę, to znaczy nie dosłownie, ale czułam, że mnie wspiera. Wysiliłam się na łagodny uśmiech:
-How are you tonight, beautiful girl?- Zapytał z radosnym uśmiechem, zatrzymując się.
-Good. Thank you.- Odpowiedziałam uprzejmie, wracając do przerwanej czynności- What about you?
-The same. Thanks.
-Are you going to...?- Nie potrafiłam dokończyć zdania, bo tak naprawdę nie miałam pojęcia, gdzie mógłby iść
-Yes, I'm going to work.- Przytaknął- I'll be back in the morning.- Poinformował mnie- So you're cleaing the staircase?- Zmienił szybko temat
-Yes.- Zgodziłam się
-Isn't too late for that?- Zapytał- You should have a rest.
-It's okay.- Zapewniłam- It's the best way to not think about everything... bad.- Odparłam
-I see. So good luck.- Uśmiechnął się na pożegnanie
-Thanks.- Podziękowałam, a on pokonał ostatnie stopnie i opuścił kamienicę.
Nie taki szatan straszny, pomyślałam, uśmiechając się pod nosem. Byłam dumna z siebie, że w końcu przezwyciężyłam swoja niechęć do Alexa, bo na serio był miły, a do tego nawet i czarujący na swój sposób.
Jedynie jedna myśl nie dawała mi spokoju... Co takiego robił w tej swojej ,,pracy"?
Komentarze
Prześlij komentarz