Rozdział 16

Po wyjściu Alexa z pokoju, zaczęłam przypominać sobie wszystko to, co mi powiedział. Jednak w głowie utkwiło mi tylko jedno zdanie, którego użycia do końca nie rozumiałam. Był to początkowy fragment o szwedzkich żołnierzach, którzy biją, katują i mordują. Nie mogłam rozgryźć czy to odnosiło się tylko do jego kary biczowania i pobicia, czy też miało swoje drugie znaczenie, którego mogłam się jedynie domyślać. Widziałam na własne oczy kim jest szwedzki żołnierz i co potrafi zrobić, lecz Alex w przeciągu miesiąca i kilku dni, zdołał zmienić mój pogląd na nich, ale nie całkowicie. Nadal wolałam trzymać sie od nich z daleka, dlatego też prawie w ogóle nie opuszczałam kamienicy. Na ulicy aż roiło się od niebieskich mundurów i śniegu skrzypiącego pod ciężarem czarnych butów wojskowych.
Kiedy skończyłam wycierać kurze w całym mieszkaniu, a było to gdzieś koło dwunastej lub pierwszej po południu, zabrałam się za robienie obiadu.
Pomyślałam, że skoro już robię obiad, to zrobię i dla nas (dla mnie, babci i Mateusza), i dla Szweda. Zanim opuściłam jego mieszkanie, zaprosiłam go na dół, by mógł towarzyszyć mi podczas gotowania lub ewentualnie porozmawiać. Muszę przyznać, że dosyć niechętnie na to przystał. Gdy schodziliśmy po schodach, zauważyłam, że już zdążył odwinąć rękawy śnieżnobiałej koszuli i ukryć swoje blizny przed niepowołanym wzrokiem reszty mieszkańców tej kamienicy.
Weszliśmy do kuchni w mieszkanku babci, a tam zastaliśmy Mateusza i ową Moniką, którzy właśnie odskoczyli od siebie jak poparzeni:
-To nie jest to, o czym myślicie.- Sprostował szybko Mateusz, poprawiając swoją burą koszulę
-O Boże.- Monika odsunęła się aż na drugi koniec kuchni, gdy zauważyła kto za mną stoi. Na sobie miała szaro- zieloną suknię do ziemi oraz brązowe bolerko z długimi rękawami.
-Nic się nie bój. On ci niczego nie zrobi.- Uspokajał ją chłopak, a Alex tylko popatrzył na mnie z bólem i wycofał się do salonu. Podążyłam za nim, bo nie chciałam włączać się do tłumaczeń i wyjaśnień Mateusza. Usiedliśmy razem na kanapie, co sobie uzmysłowiłam dopiero po kilku chwilach. Między nami panowała cisza, urywana nerwowymi szeptami dochodzącymi z kuchni.
W końcu nie wytrzymałam, bo poczułam, że atmosfera w salonie niemal gęstnieje:
-I won't tell them. Don't worry.- Uspokoiłam go spokojnym głosem, nawet na niego nie spoglądając
-Thank you.- Nie widziałam jego wyrazu twarzy, ale mogłam przysiąc na własną duszę, że właśnie w tej chwili uśmiechną się łagodnie tym swoim uśmiechem, który osobiście zdołałam polubić. Jednak, po chwili nie mogłam się powstrzymać i spojrzałam na niego. I dostrzegłam ten upragniony uśmiech. Poczułam satysfakcję, a serce zabiło mi w inny sposób. Co do...?, pomyślałam, lecz tej myśli nie dokończyłam, bo do salonu weszła Monika w towarzystwie Mateusza:
-Ja bardzo chciałam przeprosić za moją reakcję.- Wydukała, a Polak przetłumaczył jej słowa na angielski, wtedy Alex się ożywił i rozpoczęli krótką wymianę zdań.
Wykorzystałam ten moment i przeszłam z powrotem do kuchni, aby w końcu ugotować ten obiad.
Zastanawiało mnie tylko jedno, gdzie podziała się babcia?

Komentarze