Rozdział 20

Wpadłam w panikę. Najchętniej to wskoczyłabym z powrotem do budynku, lecz drzwi były zamknięte, a zanim wydobyłabym klucze z płaszcza i je przekręciła w zamku, to zdążyliby mnie zastrzelić z pięć razy.
Stałam więc przy skrzynce na listy cała sparaliżowana ze strachu. Co prawda wyszłam o zmroku na zewnątrz, lecz nie wałęsałam się po ulicy. Stałam tylko w drzwiach kamienicy z pocztą w dłoni.
Żołnierze podeszli do mnie i jeden z nich wyciągnął swoją dłoń:
-Ge mig det. (Daj mi to.)- Padła komenda, lecz jej nie zrozumiałam, a mężczyzna powtórzył ją jeszcze raz, tylko z wyraźnym zirytowaniem w głosie. Nadal przyciskałam kopertę do piersi i nie zamierzałam nikomu jej dawać. Drugi z mężczyzn, roślejszy, zbliżył się do mnie i złapał za ramiona, po czym potrząsnął mną jak szmacianą lalką. Pisnęłam przestraszona, a drzwi kamienicy nagle się otworzyły. Stał w nich nikt inny jak kolejny Szwed, w tym samym niebieskim uniformie, co ci żołnierze przede mną:
-Vad händer här? (Co tu się dzieje?)- Zapytał Alex, wyraźnie zaniepokojony tą całą sytuacją
-Hon gömmer något! (Ona coś ukrywa!)- Oskarżył mnie jeden z nich, a Alex spojrzał na mnie z zapytaniem. Pokazałam mu kopertę, a on wyciągnął po nią rękę. Zmierzyłam go całego od stóp do głów i pomyślałam, że kilka godzin temu byliśmy naprawdę blisko. Niechętnie podałam mu to, co nie chciałam dać innym żołnierzom, a on uważnie obejrzał i obmacał kopertę, po czym oddał mi ją z powrotem:
-Get out of here, girl.- Otworzył mi drzwi, a ja rzuciłam tylko okiem na zdziwione twarze pozostałych żołnierzy i ruszyłam schodami na górę. Czułam, że nogi mam tak miękkie, że zaraz chyba będę leżała na tych schodach, lecz tak się nie stało. Wróciłam do mieszkania, wręczyłam list babci i zaszyłam się w swoim pokoju, gdzie spróbowałam opanować drżenie całego ciała. Po drodze Mateusz rzucił ,,Co tak długo?", jednak nie dostał żadnej odpowiedzi, chyba że za takową można uznać ciche trzaśnięcie drzwiami.
Z trudem udało mi się zasnąć i to nie na długo, bo w nocy skrzypiały deski co oznaczało, że ktoś chodził po mieszkaniu. Po cichu wyjrzałam ze swojego pokoju i zauważyłam, że Mateusz ubiera się do wyjścia:
-A ty dokąd?- Zapytałam szeptem, a on podskoczył w miejscu. Chyba nie spodziewał się, że mogę nie spać
-Boże, nie strasz.- Odparł również szeptem, trzymając się za klatkę piersiową- Myślałem, że śpisz.
-Bo spałam, tylko mnie obudziłeś. Dokąd idziesz?
-Książkę piszesz? Nie powinno cię to obchodzić. Zmykaj spać i ani słowa babci, że mnie widziałaś.
-Ale Mateusz...- Sprzeciwiłam się
-Wynocha do siebie. Do rana zdążę wrócić.- Chwycił klamkę i już wychodził
-Powiedz mi!- Wysiliłam się, aby nie krzyknąć- Bo nie zasnę i powiem babci!
-Rano nie wychodźcie z domu. Szykuje się niezła zadyma.- Ostrzegł tylko i zniknął w ciemnym korytarzu klatki schodowej...

Komentarze