Rozdział 1
-Biegnij Pola! Uciekaj!- Krzyczała moja matka co sił w płucach, zanim kula przeszyła jej serce, a ona padła martwa na śnieg. Wokół niej zaczęła powstawać krwawa kałuża, a życie z niej uszło w ułamku sekundy. Spanikowana wbiegłam do lasu i próbując nie myśleć, że już nigdy więcej nie przytulę się do mamy, ani nie pogadam z tatą, ani nie podroczę się z rodzeństwem, uciekałam co sił w nogach.
Próbowałam się przedrzeć przez gałęzie bezlistnych drzew, które ozdobione były błyszczącym w słońcu śniegiem, a świszczące pociski mijały mnie milimetrami. Co chwila ślizgałam się na zamarzniętym podłożu i usiłowałam się nie potknąć o wystające korzenie, które jak na złość niemal pchały mi się pod nogi. Te same problemy mieli również wrodzy żołnierze, którzy mnie ścigali. Wiedziałam, że jeżeli im nie ucieknę, to zostanę pojmana i skazana na tortury, więc leciałam przed siebie na łeb na szyję. Dobrze znałam ten las, to znacznie ułatwiało mi ucieczkę, lecz co może przerażona szesnastoletnia Polka, kiedy jej cała rodzina nie żyje, a dom został splądrowany i spalony?
Nadal przedzierałam się przez drzewa i krzaki, gdy nagle straciłam grunt pod nogami i stoczyłam się ze wzgórza, przy okazji obtaczając się w śniegu, prosto do płynącej rzeki. Woda Regi była zimna, ba, wręcz lodowata, a jej nurt od razu porwał mnie ze sobą niczym bezwładną gałąź. Żołnierze biegli przy brzegu rzeki i próbowali mnie trafić, lecz wzięłam szybki wdech i zanurzyłam się w zimnej toni. Przez chwilę wszystko ucichło i czas jakby zwolnił. Dookoła wszędzie królował lodowy błękit i ogarniający wszystko chłód. Myślałam, że umarłam, lecz w tej chwili się wynurzyłam, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Nie rozpoznawałam krajobrazu, który mnie otaczał. Nigdy nie byłam w tych rejonach, bo ojciec mnie samej nigdzie nie puszczał. Obejrzałam się za siebie i zauważyłam, że na moje szczęście już nie jestem ścigana. Właśnie zamierzałam podpłynąć do brzegu, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie mogę się już poruszyć. Moje mięśnie jakby zamarzły, a oddech stał się bardziej płytki. Próbowałam wykonać jakikolwiek ruch, lecz wszystko na nic. Spanikowana dryfowałam wraz z nurtem i nie wiedziałam jak długo to potrwa. Jednak byłam już przygotowana, że prędzej utonę lub zamarznę w wodzie na śmierć niż uda mi się znaleźć na brzegu. Wtedy dotarło do mnie, co przed chwilą się wydarzyło. Śmierć najbliższych osób była największym ciosem, jaki kiedykolwiek w życiu mi zadano...
Żołnierze wtargnęli na podwórko i zastrzelili mojego starszego brata, który akurat rąbał drzewo na opał, bo w domu panował chłód. Gdyby nie ta jego chora noga, byłby teraz na froncie, razem z moim ojcem i być może pożyłby dłużej. Gdy usłyszałyśmy strzał, razem z mamą i młodszą siostrą wybiegłyśmy tylnymi drzwiami chałupy i puściłyśmy się biegiem przez ośnieżone pole, na którym latem rosła pszenica. Wzięłam Ankę, moją młodszą siostrę, na ręce, aby nas nie spowalniała i wtedy padł kolejny strzał. Pech chciał, że siostra akurat się wychyliła, aby zobaczyć czy nadal nas ścigają. Przestrzelono jej głowę, a w jej czole widniała szkarłatna dziura, w której tkwił pocisk. Wrzasnęłam z przerażeniem, a matka kazała mi wyrzucić martwe ciało mojej sześcioletniej siostrzyczki. Wiedziała, że jej już się nie da uratować. Z bólem w sercu posłuchałam się matki i dalej uciekałyśmy przez pole. Już byłyśmy na jego skraju, gdzie zaczynał się pobliski las, gdy obsypano nas gradem pocisków. Mama została trafiona w nogę, przez co padła na śnieg i nie była już zdolna do ucieczki. Wróciłam się po nią, lecz kazała mi dalej uciekać i nie zawracać, bo domu już nie ma.
Nawet nie zauważyłam, kiedy wokół mnie zapanowała ciemność. Nie wiedziałam, gdzie się znajduję, ale najpewniej w przedsionku śmierci lub w czyśćcu. Pocieszałam się myślą, że niebawem znów ujrzę roześmianą buzię Ani, łobuzerski uśmiech Romka i przede wszystkim, że przytulę swą matkę i ukryję się w jej matczynych objęciach.
Lecz Bóg miał inne plany i postanowił ,,umilić" mi życie, dając mi je ponownie. Nie chciałam go, nie prosiłam o nie. Chciałam umrzeć i już nic nie czuć. Nic nie pamiętać...
Próbowałam się przedrzeć przez gałęzie bezlistnych drzew, które ozdobione były błyszczącym w słońcu śniegiem, a świszczące pociski mijały mnie milimetrami. Co chwila ślizgałam się na zamarzniętym podłożu i usiłowałam się nie potknąć o wystające korzenie, które jak na złość niemal pchały mi się pod nogi. Te same problemy mieli również wrodzy żołnierze, którzy mnie ścigali. Wiedziałam, że jeżeli im nie ucieknę, to zostanę pojmana i skazana na tortury, więc leciałam przed siebie na łeb na szyję. Dobrze znałam ten las, to znacznie ułatwiało mi ucieczkę, lecz co może przerażona szesnastoletnia Polka, kiedy jej cała rodzina nie żyje, a dom został splądrowany i spalony?
Nadal przedzierałam się przez drzewa i krzaki, gdy nagle straciłam grunt pod nogami i stoczyłam się ze wzgórza, przy okazji obtaczając się w śniegu, prosto do płynącej rzeki. Woda Regi była zimna, ba, wręcz lodowata, a jej nurt od razu porwał mnie ze sobą niczym bezwładną gałąź. Żołnierze biegli przy brzegu rzeki i próbowali mnie trafić, lecz wzięłam szybki wdech i zanurzyłam się w zimnej toni. Przez chwilę wszystko ucichło i czas jakby zwolnił. Dookoła wszędzie królował lodowy błękit i ogarniający wszystko chłód. Myślałam, że umarłam, lecz w tej chwili się wynurzyłam, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Nie rozpoznawałam krajobrazu, który mnie otaczał. Nigdy nie byłam w tych rejonach, bo ojciec mnie samej nigdzie nie puszczał. Obejrzałam się za siebie i zauważyłam, że na moje szczęście już nie jestem ścigana. Właśnie zamierzałam podpłynąć do brzegu, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie mogę się już poruszyć. Moje mięśnie jakby zamarzły, a oddech stał się bardziej płytki. Próbowałam wykonać jakikolwiek ruch, lecz wszystko na nic. Spanikowana dryfowałam wraz z nurtem i nie wiedziałam jak długo to potrwa. Jednak byłam już przygotowana, że prędzej utonę lub zamarznę w wodzie na śmierć niż uda mi się znaleźć na brzegu. Wtedy dotarło do mnie, co przed chwilą się wydarzyło. Śmierć najbliższych osób była największym ciosem, jaki kiedykolwiek w życiu mi zadano...
Żołnierze wtargnęli na podwórko i zastrzelili mojego starszego brata, który akurat rąbał drzewo na opał, bo w domu panował chłód. Gdyby nie ta jego chora noga, byłby teraz na froncie, razem z moim ojcem i być może pożyłby dłużej. Gdy usłyszałyśmy strzał, razem z mamą i młodszą siostrą wybiegłyśmy tylnymi drzwiami chałupy i puściłyśmy się biegiem przez ośnieżone pole, na którym latem rosła pszenica. Wzięłam Ankę, moją młodszą siostrę, na ręce, aby nas nie spowalniała i wtedy padł kolejny strzał. Pech chciał, że siostra akurat się wychyliła, aby zobaczyć czy nadal nas ścigają. Przestrzelono jej głowę, a w jej czole widniała szkarłatna dziura, w której tkwił pocisk. Wrzasnęłam z przerażeniem, a matka kazała mi wyrzucić martwe ciało mojej sześcioletniej siostrzyczki. Wiedziała, że jej już się nie da uratować. Z bólem w sercu posłuchałam się matki i dalej uciekałyśmy przez pole. Już byłyśmy na jego skraju, gdzie zaczynał się pobliski las, gdy obsypano nas gradem pocisków. Mama została trafiona w nogę, przez co padła na śnieg i nie była już zdolna do ucieczki. Wróciłam się po nią, lecz kazała mi dalej uciekać i nie zawracać, bo domu już nie ma.
Nawet nie zauważyłam, kiedy wokół mnie zapanowała ciemność. Nie wiedziałam, gdzie się znajduję, ale najpewniej w przedsionku śmierci lub w czyśćcu. Pocieszałam się myślą, że niebawem znów ujrzę roześmianą buzię Ani, łobuzerski uśmiech Romka i przede wszystkim, że przytulę swą matkę i ukryję się w jej matczynych objęciach.
Lecz Bóg miał inne plany i postanowił ,,umilić" mi życie, dając mi je ponownie. Nie chciałam go, nie prosiłam o nie. Chciałam umrzeć i już nic nie czuć. Nic nie pamiętać...
Komentarze
Prześlij komentarz