Rozdział 3
Szybko zbiegłam po klatce schodowej, gdzie wpadłam na starszą kobietę i chłopaka mniej więcej w moim wieku, prawdopodobnie jej wnuka. Zgrabnie ich wyminęłam i pobiegłam dalej. Gdy wypadłam na dwór, chłód zakuł mnie na całym ciele, a szczególnie w bose stopy. Zupełnie jakby wbito mi szpilki.
Dosłyszałam zrozpaczony głos Szweda, lecz był bardzo zniekształcony, aczkolwiek wiedziałam, że należał do niego. Przyspieszyłam biegu i w jednej chwili leżałam na chodniku, a przechodnie spoglądali na mnie z dezaprobatą. Wstałam, nawet nie otrzepałam się ze śniegu, i ponownie zaczęłam uciekać, gdy nagle czyjeś ręce objęły mnie w talii i przywarłam do obcego ciała:
-Puszczaj mnie!- Krzyknęłam, wyrywając się i kopiąc na wszystkie strony- Pomocy!
-Uspokój się!- Odkrzyknął młody głos po polsku i zostałam uniesiona do góry, po czym przerzucona przez ramię.
-Puść mnie!- Nadal się wyrywałam- Ja nie chcę tam wracać!- W moim głosie było słychać łzy- Błagam, ja nie chcę...- Lamentowałam, lecz chłopak nie zwracał na to uwagi. W końcu zaniósł mnie do kamienicy, na której korytarzu czekał Szwed i babka, którą mijałam na korytarzu. Od razu się domyśliłam, że to pewnie jej wnuczek mnie złapał. Odstawił mnie na ziemię przed zgromadzonymi, lecz ja wbiłam się w klatkę piersiową Polaka:
-Proszę, ja nie chcę do niego wracać. Błagam.- Prosiłam, a chłopak wymienił spojrzenia z babcią.
-What did you do to her?- Zapytała opryskliwie Szweda babka z typowym polskim akcentem.
-Nothing. She saw my uniform.- Odparł z zakłopotaniem i smutkiem. Zapewne zdołał zrozumieć jak bardzo nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
-I see.- Odparła starsza pani- To co z nią zrobimy?- Zadała pytanie po polsku swojemu wnuczkowi, lecz ten pokręcił głową na znak, że nie ma bladego pojęcia- She doesn't want to come back to you.- Poinformowała mężczyznę, jakby ten nie widział mojej reakcji na całą sytuację- So she will stay with us.- Zdecydowała w końcu, a Szwed pokiwał smutno, ale i ze zrozumieniem głową.
-Thank you.- Podziękował i wrócił do siebie na górę. Jak już zdążyłam zauważyć, w tej klatce były tylko dwa mieszkania, jedno na górze, które zajmował Szwed i jedno na dole, gdzie mieszkała babka z wnuczkiem.
-Chodź, zaprowadźmy ją do środka. Pewnie jest jej zimno.- Wydała polecenie chłopakowi i niebawem znaleźliśmy się w ciepłym i przytulnym mieszkaniu, które było dosyć skromnie urządzone, w przeciwieństwie do tego na górze. Zostałam posadzona na fotelu w salonie i dostałam koc, którym się szczelnie okryłam. Wnuczek usiadł na kanapie, która znajdowała się naprzeciwko fotela i niemal opryskliwie się we mnie wpatrywał. Był całkiem przystojny, lecz nie w moim typie. Brązowe włosy miał zaczesane na bok, a szare oczy czujnie mnie obserwowały:
-Jak masz na imię, dziecko?- Do salonu weszła babka z parującym płynem w niebieskim kubku
-Apolonia.- Podałam swoje pełne imię, a chłopak drgnął na kanapie na jego dźwięk i spojrzał na swoją babcię. Starsza kobieta miała na głowie czerwoną chustkę, którą daremnie próbowała ukryć siwe włosy. Była średniej postury i dosyć niskiego wzrostu. Jednak oczy koloru stali, z wiekiem, nie straciły na czujności i witalności, a poorana zmarszczkami twarz sprawiała dosyć miłe wrażenie, które budziło naturalne zaufanie. Nie takie, jak u Szweda...
-Miło nam cię poznać. Również nazywam się Apolonia, lecz możesz zwracać się do mnie babciu Polu lub po prostu babciu. A to jest Mateusz, mój wnuk.- Wskazała chłopaka, który sprawiał wrażenie, jakbym przed chwilą uderzyła go w twarz
-Miło nam cię poznać. Również nazywam się Apolonia, lecz możesz zwracać się do mnie babciu Polu lub po prostu babciu. A to jest Mateusz, mój wnuk.- Wskazała chłopaka, który sprawiał wrażenie, jakbym przed chwilą uderzyła go w twarz
-Mi również miło.- Odpowiedziałam niepewnie
-Skąd jesteś, Polu?- Zapytała babcia, dołączając do Mateusza na kanapie
-Z małej wsi nad Regą.- Wyjaśniłam
-To spory kawał drogi stąd.- Zdziwiła się
-Przepraszam.- Zaczęłam nieśmiało- Ale gdzie teraz jestem?- Zapytałam
-W Kołobrzegu.- Odpowiedział na me pytanie Mateusz, krzyżując ręce na piersi
-Gdzie?!- Zdziwiłam się- O Boże i wszyscy Święci.-Klasnęłam w dłonie. Jeszcze nigdy nie byłam aż tak daleko od domu. Przecież to prawie trzydzieści kilometrów od Mrzeżyna. Myślałam, że zaraz zemdleję. Przecież Rega nie mogła mnie znieść aż do Kołobrzegu! Powinnam teraz dryfować na Morzu Bałtyckim, a nie popijać sobie herbatkę w jednej z kołobrzeskich kamienic...
Komentarze
Prześlij komentarz