Rozdział 4
Jak się okazało, babcia Pola nie była taka zła. Nakarmiła mnie, napoiła, nawet dała mi ubrania po swojej córce, a matce Mateusza, który nadal sprawiał niezbyt miłe wrażenie. Zachowywał się jakby z rezerwą lub jakbym go uraziła. Może niechcący kopnęłam go za mocno, gdy się wyrywałam i teraz ma mi to za złe?
Jednak wszystko wyjaśniło się dopiero pod wieczór, kiedy znów wszyscy zasiedliśmy w salonie i zaczęło się małe przesłuchanie. Pytali mnie głównie o moją rodzinę. Więc im opowiedziałam o Romku i jego chorej nodze, o Ance, która nie odstępowała mnie o krok i ciągle próbowała mnie naśladować. O mamie, która starała się nas jakoś wychować i utrzymać przy życiu oraz o tacie, który ciągle pił, a później zniknął, wezwany na front...:
-A jak się tutaj u nas znalazłaś, Polu?- Zapytała, a Mateusz poczęstował się ciastkiem, które razem z babcią upiekłyśmy w międzyczasie.
-To niezbyt przyjemna historia.- Sposępniałam, bo przed oczami miałam przestrzeloną główkę Ani i martwą na śniegu matkę. Ostatecznie jednak opowiedziałam im wszystko i wyraziłam niechęć do szwedzkich żołnierzy. Wtedy ożywił się Mateusz:
-Nie wszyscy Szwedzi są źli.
-Tak myślisz?- Syknęłam urażona, a babcia Pola posłała mu karcące spojrzenie, jakby nie słyszał tego, co opowiadałam przed chwilą- Posłuchaj, to Szwedzi zabili mi rodzinę na moich oczach, więc mam prawo myśleć o nich jak o brutalnych stworzeniach, nie ludziach. Człowiek ma chociażby serce. Powiedz mi, kim trzeba być, żeby strzelić sześciolatce w głowę, no kim, do cholery?!- Wrzasnęłam ze złami w oczach.
-W porządku.- Zgodził się widząc moją reakcję
-To wcale nie jest w porządku!- Rozpłakałam się- Teraz nie mam ani rodziny, ani domu. Jestem sierotą.- Ukryłam swoją twarz w dłoniach- I to wszystko przez Szwedów...- Wyszeptałam
-I widzisz coś narobił.- Skarciła go babka i przytuliła mnie do siebie- Już dobrze, dziecko. Nie płacz. Na razie my się tobą zajmiemy, więc nie musisz się o nic martwić.- Uspokajała mnie
-Naprawdę się mną zaopiekujecie?- Zapytałam z nadzieją w głosie, a w gardle utknęła mi parząca gula
-Oczywiście słoneczko.- Zapewniła babcia- Prawda?- Spojrzała na Mateusza, a ten szybko pokiwał głową na zgodę- Widzisz? Jesteś u nas mile widziana. Chodź, przyszykuję ci łóżko.- Zaprowadziła mnie do pokoju gościnnego, a Mateusz rozłożył wersalkę. Pomogłam babci wyścielić moje nowe łóżko, a później przeszliśmy do kuchni, aby zjeść dosyć skromną kolację.
Przed snem, babcia Pola przyszła do mojego nowego pokoju i opowiedziała pewną historię:
-Jak zauważyłaś, Mateusz ma inne zdanie o Szwedach, a to dlatego, że Alexander, ten żołnierz z góry, pomógł jego rodzicom. To był sierpień, a moja córka i zięć brali udział w swego rodzaju konspiracji, która na ich nieszczęście została odkryta. Oboje uciekali uliczkami Kołobrzegu przed żołnierzami, kiedy wpadli na niego. Mieszkał nad nami już od jakiegoś czasu, więc ich kojarzył z widzenia. Szybko ich ukrył w innym miejscu, bo żołnierze przychodzili do nas już kilka razy i pytali się o nich, dał im trochę drobnych i po kryjomu wyrobił paszporty, dzięki czemu w dosyć krótkim czasie uciekli do Anglii. Nawet się z nami nie pożegnali, ani niczego nie spakowali. Całe szczęście, że pamiętali adres, to teraz co miesiąc piszą do nas listy.
Czyli może jednak ci Szwedzi wcale nie są tacy źli?, pomyślałam przez krótką chwilę, lecz od razu odsunęłam od siebie tą myśl. To potwory, które potrafią tylko mordować ludzi i nic więcej...
Jednak wszystko wyjaśniło się dopiero pod wieczór, kiedy znów wszyscy zasiedliśmy w salonie i zaczęło się małe przesłuchanie. Pytali mnie głównie o moją rodzinę. Więc im opowiedziałam o Romku i jego chorej nodze, o Ance, która nie odstępowała mnie o krok i ciągle próbowała mnie naśladować. O mamie, która starała się nas jakoś wychować i utrzymać przy życiu oraz o tacie, który ciągle pił, a później zniknął, wezwany na front...:
-A jak się tutaj u nas znalazłaś, Polu?- Zapytała, a Mateusz poczęstował się ciastkiem, które razem z babcią upiekłyśmy w międzyczasie.
-To niezbyt przyjemna historia.- Sposępniałam, bo przed oczami miałam przestrzeloną główkę Ani i martwą na śniegu matkę. Ostatecznie jednak opowiedziałam im wszystko i wyraziłam niechęć do szwedzkich żołnierzy. Wtedy ożywił się Mateusz:
-Nie wszyscy Szwedzi są źli.
-Tak myślisz?- Syknęłam urażona, a babcia Pola posłała mu karcące spojrzenie, jakby nie słyszał tego, co opowiadałam przed chwilą- Posłuchaj, to Szwedzi zabili mi rodzinę na moich oczach, więc mam prawo myśleć o nich jak o brutalnych stworzeniach, nie ludziach. Człowiek ma chociażby serce. Powiedz mi, kim trzeba być, żeby strzelić sześciolatce w głowę, no kim, do cholery?!- Wrzasnęłam ze złami w oczach.
-W porządku.- Zgodził się widząc moją reakcję
-To wcale nie jest w porządku!- Rozpłakałam się- Teraz nie mam ani rodziny, ani domu. Jestem sierotą.- Ukryłam swoją twarz w dłoniach- I to wszystko przez Szwedów...- Wyszeptałam
-I widzisz coś narobił.- Skarciła go babka i przytuliła mnie do siebie- Już dobrze, dziecko. Nie płacz. Na razie my się tobą zajmiemy, więc nie musisz się o nic martwić.- Uspokajała mnie
-Naprawdę się mną zaopiekujecie?- Zapytałam z nadzieją w głosie, a w gardle utknęła mi parząca gula
-Oczywiście słoneczko.- Zapewniła babcia- Prawda?- Spojrzała na Mateusza, a ten szybko pokiwał głową na zgodę- Widzisz? Jesteś u nas mile widziana. Chodź, przyszykuję ci łóżko.- Zaprowadziła mnie do pokoju gościnnego, a Mateusz rozłożył wersalkę. Pomogłam babci wyścielić moje nowe łóżko, a później przeszliśmy do kuchni, aby zjeść dosyć skromną kolację.
Przed snem, babcia Pola przyszła do mojego nowego pokoju i opowiedziała pewną historię:
-Jak zauważyłaś, Mateusz ma inne zdanie o Szwedach, a to dlatego, że Alexander, ten żołnierz z góry, pomógł jego rodzicom. To był sierpień, a moja córka i zięć brali udział w swego rodzaju konspiracji, która na ich nieszczęście została odkryta. Oboje uciekali uliczkami Kołobrzegu przed żołnierzami, kiedy wpadli na niego. Mieszkał nad nami już od jakiegoś czasu, więc ich kojarzył z widzenia. Szybko ich ukrył w innym miejscu, bo żołnierze przychodzili do nas już kilka razy i pytali się o nich, dał im trochę drobnych i po kryjomu wyrobił paszporty, dzięki czemu w dosyć krótkim czasie uciekli do Anglii. Nawet się z nami nie pożegnali, ani niczego nie spakowali. Całe szczęście, że pamiętali adres, to teraz co miesiąc piszą do nas listy.
Czyli może jednak ci Szwedzi wcale nie są tacy źli?, pomyślałam przez krótką chwilę, lecz od razu odsunęłam od siebie tą myśl. To potwory, które potrafią tylko mordować ludzi i nic więcej...
Komentarze
Prześlij komentarz