Rozdział 5
Zdołałam się już zaaklimatyzować w mieszkaniu babci Poli i jej wnuczka Mateusza. Jak się okazało, chłopak był moim rówieśnikiem i pomimo początkowej niechęci, zaczęliśmy jakoś się z sobą zadawać.
Głównie pomagałam babci w kuchni, bo osobiście uwielbiałam gotować i piec. Zazwyczaj to właśnie ja gotowałam posiłki w swoim rodzinnym domu. Mateusz zanosił na górę część tego, co gotowałyśmy i piekłyśmy. Trudno było ukryć, że darzył sympatią mieszkającego tam Szweda, w końcu uratował jego rodziców przed śmiercią. Ja jak na razie nadal nie chciałam mieć nic wspólnego z żołnierzem mieszkającym nad nami, to też w ogóle nie opuszczałam mieszkania, a gdy do nas przychodził, zamykałam się w swoim pokoju. Babcia tłumaczyła mi, że to nieładnie, lecz ja nadal nie mogłam się przekonać. Rozumiałam, że w Alexandrze mogła być chociażby krztyna dobroci, ale wolałam dmuchać na zimne. I przy okazji w końcu dowiedziałam się, jak trafiłam do Kołobrzegu.
Szwed razem ze swoim oddziałem mieli pojechać do Mrzeżyna, aby zbadać pewną sprawę i gdy przejeżdżali przez Regę, zauważył mnie, leżącą na brzegu i ledwo oddychającą. Nakazał zatrzymać wóz, po czym przy pomocy kilku innych Szwedów, zapakowali mnie do samochodu, a Alex okrył mnie swoim płaszczem. Przynajmniej tak powiedział mi Mateusz po rozmowie z nim. Szwed kazał mi jeszcze przekazać, że martwi się o mnie oraz, że chciałby się ze mną spotkać. Kategorycznie odmówiłam. Nie byłam jeszcze gotowa na spotkanie z nim. Najpierw musiałam przeboleć utratę wszystkiego, co dotychczas miałam, a dopiero później spoufalać się z wrogiem. No dobra, może i nie wrogiem, bo w końcu to jemu zawdzięczam to, co teraz mam, ale nie nazwę go przyjacielem, ani sojusznikiem, co to to nie!
Któregoś razu babcia poprosiła mnie, abym zaniosła mu ciasto, które upiekłyśmy. Broniłam się jak szatan przed wodą święconą, lecz ostatecznie udało jej się mnie wysłać na górę. Chyba jeszcze nigdy nie wchodziłam dłużej po schodach niż teraz. Każdy stopień pokonywałam powoli i niepewnie, jakby zaraz cała konstrukcja miała runąć, a ja razem z nią i ciastem. Gdy w końcu dotarłam na górę i stanęłam przed drzwiami jego mieszkania, niespokojnie rozejrzałam się dookoła, jakbym się bała, że ktoś mnie zauważy, jednak któż mógł mnie właśnie teraz obserwować prócz Boga? I może babci Poli oraz Mateusza, którzy po cichu wyszli na klatkę schodową i nasłuchiwali. Bardzo im zależało, abym polubiła Alexa. W sumie nie wiem dlaczego, chyba po prostu chcieli mi pokazać, że nic mi nie grozi z jego strony.
Po dłuższej chwili namysłu w końcu powoli zacisnęłam prawą dłoń w pięść i zapukałam do drewnianych drzwi. Bark jakiejkolwiek odpowiedzi. Odetchnęłam z ulgą, że może gdzieś wyszedł. Jednak kultura wymagała, aby spróbować jeszcze raz, więc i tak uczyniłam. Już zaczęłam schodzić po schodach z tryumfem wymalowanym na twarzy, kiedy drzwi się nagle otworzyły:
-Hey, beautiful girl.- Zawołał za mną zaspanym, aczkolwiek radosnym głosem. Chyba cieszył się, że go w końcu odwiedziłam. Niechętnie zatrzymałam się i odwróciłam.
-Hej.- Przywitałam się nieśmiało drżącym głosem
-Come in.- Zaprosił mnie do środka, a ja przez chwilę rozważałam tą propozycję. Duma czy kultura osobista...
Głównie pomagałam babci w kuchni, bo osobiście uwielbiałam gotować i piec. Zazwyczaj to właśnie ja gotowałam posiłki w swoim rodzinnym domu. Mateusz zanosił na górę część tego, co gotowałyśmy i piekłyśmy. Trudno było ukryć, że darzył sympatią mieszkającego tam Szweda, w końcu uratował jego rodziców przed śmiercią. Ja jak na razie nadal nie chciałam mieć nic wspólnego z żołnierzem mieszkającym nad nami, to też w ogóle nie opuszczałam mieszkania, a gdy do nas przychodził, zamykałam się w swoim pokoju. Babcia tłumaczyła mi, że to nieładnie, lecz ja nadal nie mogłam się przekonać. Rozumiałam, że w Alexandrze mogła być chociażby krztyna dobroci, ale wolałam dmuchać na zimne. I przy okazji w końcu dowiedziałam się, jak trafiłam do Kołobrzegu.
Szwed razem ze swoim oddziałem mieli pojechać do Mrzeżyna, aby zbadać pewną sprawę i gdy przejeżdżali przez Regę, zauważył mnie, leżącą na brzegu i ledwo oddychającą. Nakazał zatrzymać wóz, po czym przy pomocy kilku innych Szwedów, zapakowali mnie do samochodu, a Alex okrył mnie swoim płaszczem. Przynajmniej tak powiedział mi Mateusz po rozmowie z nim. Szwed kazał mi jeszcze przekazać, że martwi się o mnie oraz, że chciałby się ze mną spotkać. Kategorycznie odmówiłam. Nie byłam jeszcze gotowa na spotkanie z nim. Najpierw musiałam przeboleć utratę wszystkiego, co dotychczas miałam, a dopiero później spoufalać się z wrogiem. No dobra, może i nie wrogiem, bo w końcu to jemu zawdzięczam to, co teraz mam, ale nie nazwę go przyjacielem, ani sojusznikiem, co to to nie!
Któregoś razu babcia poprosiła mnie, abym zaniosła mu ciasto, które upiekłyśmy. Broniłam się jak szatan przed wodą święconą, lecz ostatecznie udało jej się mnie wysłać na górę. Chyba jeszcze nigdy nie wchodziłam dłużej po schodach niż teraz. Każdy stopień pokonywałam powoli i niepewnie, jakby zaraz cała konstrukcja miała runąć, a ja razem z nią i ciastem. Gdy w końcu dotarłam na górę i stanęłam przed drzwiami jego mieszkania, niespokojnie rozejrzałam się dookoła, jakbym się bała, że ktoś mnie zauważy, jednak któż mógł mnie właśnie teraz obserwować prócz Boga? I może babci Poli oraz Mateusza, którzy po cichu wyszli na klatkę schodową i nasłuchiwali. Bardzo im zależało, abym polubiła Alexa. W sumie nie wiem dlaczego, chyba po prostu chcieli mi pokazać, że nic mi nie grozi z jego strony.
Po dłuższej chwili namysłu w końcu powoli zacisnęłam prawą dłoń w pięść i zapukałam do drewnianych drzwi. Bark jakiejkolwiek odpowiedzi. Odetchnęłam z ulgą, że może gdzieś wyszedł. Jednak kultura wymagała, aby spróbować jeszcze raz, więc i tak uczyniłam. Już zaczęłam schodzić po schodach z tryumfem wymalowanym na twarzy, kiedy drzwi się nagle otworzyły:
-Hey, beautiful girl.- Zawołał za mną zaspanym, aczkolwiek radosnym głosem. Chyba cieszył się, że go w końcu odwiedziłam. Niechętnie zatrzymałam się i odwróciłam.
-Hej.- Przywitałam się nieśmiało drżącym głosem
-Come in.- Zaprosił mnie do środka, a ja przez chwilę rozważałam tą propozycję. Duma czy kultura osobista...
Komentarze
Prześlij komentarz