Rozdział 7

Przez jakiś czas siedziałam w swoim pokoju z obrączką w dłoniach i nie odpowiadałam na żadne pytania, które padały zza drzwi. Babcia Pola była zmartwiona i koczowała pod moimi drzwiami, lecz Mateusz w końcu ją odciągnął i wyjaśnił wszystko. Najwyraźniej wiedział, że Alex jest w posiadaniu obrączki, w końcu miał z nim dobry kontakt.
Siedziałam na łóżku i oglądałam ją. Nic a nic się nie zmieniła. Te same rysy nadal na niej pozostały, tak samo jak inskrypcja na jej wewnętrznej stronie. Data ślubu niemal pokrywała się z rokiem urodzin mojego brata- Romka. On również się urodził w 1925, tylko, że latem. Tata poślubił mamę z przymusu, kiedy dowiedział się, że jest z nim w ciąży. Po narodzinach, podobno tata zajmował się mamą i bratem, a trzy lata później pojawiłam się ja... Wpadka. Wtedy ojciec zaczął pić. Nie chciał mieć córki, bo było to niepraktyczne. To były czasy, kiedy Polska nadal odbudowywała się po pierwszej wojnie światowej i potrzebowała silnych par męskich rąk, które pomagałyby w jej ponownym powstaniu. Dla taty córka oznaczała jedynie kolejne problemy. Bał się, że mogę zajść w ciąże zbyt wcześnie i będzie musiał nie tylko utrzymywać siebie, żonę oraz dzieci, ale i wnuka (lub wnuczkę). Anka urodziła się z gwałtu dziesięć lat po mnie. Ojciec wtedy napił się tak mocno, że aż rzucił Romkiem na drugi koniec pokoju, a ten niefortunnie wbił sobie w kolano gwóźdź, którego, jak się później okazało, nie dało się nigdy wyciągnąć. Ja akurat siedziałam schowana w szafie i wszystko obserwowałam. Ojciec bił matkę i zaciągnął do łóżka za włosy. Ona krzyczała i się wyrywała, ale to mu w niczym nie przeszkadzało...
Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, kiedy przyszedł list z poborem do wojska. Powoływano tylko mojego ojca, bo Romek był wtedy jeszcze niepełnoletni. Miał czternaście lat, ja jedenaście, a Anka skończyła roczek. Pamiętam jak wszyscy razem staliśmy na progu domu i machaliśmy tacie na pożegnanie, jednak on nawet się nie odwrócił. Nie chciał takiej rodziny. I teraz mógł być wolny, o ile by przeżył na froncie.
Nagle ktoś zapukał do mych drzwi, a ja nawet nie zdałam sobie sprawy, kiedy wydobywa się ze mnie głos:
-Dobrze się czujesz?- Zapytał Mateusz, stojąc w progu- Przyniosłem ci herbatę i ciastka.
-Jest w porządku. Dziękuję.- Odłożyłam obrączkę na stolik i wzięłam od niego tackę z parującą herbatą i kilkoma ciasteczkami.
-Siedzisz tak sama już od godziny.- Zauważył- Chcesz z kimś porozmawiać? Z babcią lub ze mną?- Zaproponował wyraźnie zakłopotany, że musi mi złożyć taką propozycję, najpewniej z rozkazu babci Poli.
-Na razie dziękuję. Może innym razem. Już wszystko jest dobrze.- Zapewniłam- Zapytasz się babci czy ma może jakiś łańcuszek?
-Srebrny, złoty?- Zadał mi pytanie
-Obojętnie.- Odparłam- I jeszcze raz dziękuję.
-Nie ma sprawy.- Zamkną drzwi i tyle go widziałam...

Komentarze