Rozdział 10

Dzisiejszy niedzielny obiad jak zwykle wyszedł w dosyć skromnej ilości, lecz jak się okazało, babcia zaprosiła do nas sąsiada z góry. Zdziwiłam się, gdy zauważyłam Alexa w progu. Wtedy też zdałam sobie sprawę, że może mieć około metra osiemdziesięciu kilku wzrostu. Był wyższy od Mateusza i trudno było to ukryć, a z kolei Mateusz był ode mnie wyższy o głowę.
Szwed najpierw ucałował w policzki panią domu i wręczył bukiet całkiem drogich kwiatów, a następnie uściskał się przyjacielsko z Mateuszem. Mnie dopadł na końcu, bo akurat mieszałam zupę w kuchni:
-Hey, beautiful girl.- Przywitał się, chowając lewą dłoń za plecami
-Hej.- Odparłam z uśmiechem na twarzy. Alex wyglądał dziś bardzo schludnie: śnieżnobiała koszula, czarne spodnie, wypastowane na połysk buty oraz włosy starannie uczesane na bok.
-It's for you.- Przerwałam na chwilę wykonywaną, a on wyciągną zza pleców w moją stronę czerwoną różę.
-Och.- Aż zaniemówiłam. Jeszcze nigdy nie dostałam od nikogo kwiatka, chociaż rozpaczliwie tego chciałam. Nie spodziewałam się jednak, że dostanę go po raz pierwszy od Szweda.- Thank you.- Wzięłam podarek od niego i powąchałam, a on odpowiedział mi radosnym uśmiechem.
-Have a sit, please.- Mateusz demonstracyjnie odsunął krzesło od stołu
-Thanks.- Podziękował, a ja w tym czasie wstawiłam swoją różę do niewielkiego wazoniku, który przyniosła mi babcia i w dalszym ciągu poczęłam mieszać zupę.
-How are you today?- Zapytała babcia z tym swoim akcentem, stawiając swój bukiet w wazoniku na stole
-Good. Thank you. What about you, Grandma?- Zdziwiłam sie, że nazwał ją babcią i spojrzałam na nich. Wyglądali i zachowywali się jak dobrzy znajomi, ewentualnie jak wnuczek z babcią
-Pola, mieszaj tą zupę, bo się przypali.- Rzucił Mateusz, a ja ocknęłam się z zagapienia i zaczęłam mieszać w garnku.
-Is it her first time when she cooks?- Zapytał Alex z tym swoim uśmiechem, który jeszcze nie zgasł
-No, she cooks everyday. And she often helps Grandma with baking.- Pospieszył z odpowiedzią Mateusz
-I see.- Odparł gość
-Chyba już gotowa.- Stwierdziłam- Podawajcie mi swoje talerze.- Wyciągnęłam dłoń przed siebie, do której babcia wsadziła mi talerz. Nalałam do niego zupy po brzegi i wzięłam kolejny.
W końcu wszyscy zasiedliśmy do stołu i po odmówieniu modlitwy w ojczystych językach, bo Alex odmówił ją po szwedzku, zaczęliśmy jeść to, co udało mi się ugotować, a był to akurat rosół.
Szwed zajadał moją zupę ze smakiem, jakby pierwszy raz w życiu jadł coś takiego, a reszta domowników jadła bez większego szału. Nawet sama stwierdziłam, że smakuje jak najzwyklejszy rosół na świecie, być może lekko wodniasto, lecz nadal to jest rosół.
Po kolacji wszyscy przeszliśmy do salonu, by tam zasiąść i w spokoju porozmawiać o życiu codziennym, chociaż w sumie to nie było o czym rozmawiać. Mój każdy dzień wyglądał tak samo...

Komentarze