Rozdział 12

Swoją pracę miałam zacząć od poniedziałku rano, czyli już kolejnego dnia. Jakoś zbytnio nie pocieszała mnie ta myśl, ani nie napawała jakimś entuzjazmem, ale zawsze parę groszy się przyda, a w szczególności w tych trudnych czasach.
Zgodnie z ustaleniami, miałam wysprzątać cały dom, pozmywać naczynia, umyć okna i podłogi, oraz zrobić obiad. W sumie zadanie na cały dzień. Doszliśmy jeszcze do porozumienia, żeby Alex zostawił otwarte drzwi wejściowe, żebym mogła po cichu wejść do jego mieszkania i go przy okazji nie obudzić.
Zaczęłam od wycierania kurzy, chociaż szczerze mówiąc, to nie miałam co wycierać. W mieszkaniu Szweda panował względny porządek, który nie wymagał zbytnio mojej interwencji. Jednak jak się uparli, to już sprzątnę całe mieszkanko jak należy.
Byłam w trakcie wycierania wyższych szafek w kuchni. Stałam na kuchennym blacie, bo inaczej nie mogłam ich dosięgnąć, gdyż byłam za niska. Nagle noga mi się omsknęła z blatu, a ja poleciałam w dół. Myślałam, że zaraz zaliczę bliskie spotkanie z podłogą, a wokół mnie zapanuje ciemność, lecz tak się nie stało. Wylądowałam w ramionach zaspanego Alexa, który już chyba zdążył sie rozbudzić. Spoglądaliśmy na siebie, oboje zaskoczeni, jednak po chwili się rozchmurzył się i uśmiechnął jakby przepraszająco. Odstawił mnie na podłogę, a ja nadal nie mogłam spuścić z niego wzroku. W przeciągu tych kilku sekund, po jego twarzy przemknęła cała paleta emocji. Zaskoczenie, strach, zaniepokojenie, ulga, radość, onieśmielenie, zakłopotanie. Wszystkie kolejno po sobie.
W końcu udało mi się wydobyć z siebie głos:
-T-Thank you.- Podziękowałam nieśmiało, a moje ciało nadal dygotało od nadmiaru adrenaliny
-You're welcome.- Odparł równie zakłopotany- Are you alright?- Zapytał po chwili
-Yes, yes.- Szybko przytaknęłam i aby zakończyć naszą krótką wymianę zdań, zaczęłam wycierać blaty. Już nie miałam zamiaru, ani tym bardziej ochoty, wdrapywać się na górę i ryzykować swe życie dla wytarcia kurzy. Za tydzień i tak miałam tu wrócić...
Jednak nasza rozmowa zaczęła toczyć się dalej i to dzięki mnie:
-Why aren't you sleeping?- Zapytałam mimochodem i obojętnym tonem, pomimo iż w środku zżerała mnie ciekawość, a tymczasem Alex wyjął z szafki szklankę
-I can't.- Wyznał, nalewając sobie do szklanki wodę z kranu.
-You can't sleep?
-Yes.-Przytaknął, siadając przy stole
-You should be tired after work.- Zauważyłam
-I am, but...- Zaciął się na chwilę; chyba nie chciał mi o czymś mówić
-Are you hungry?- Zapytałam szybko. Nie musiał zwierzać mi się ze swych problemów, bo sama miałam swoich po dziurki w nosie i nie zamierzałam bawić się w ,,ciocię- dobra rada", ani tym bardziej zaprzątać sobie głowy jego sprawami...

Komentarze