Rozdział 31
Monika spuściła nisko głowę. Rozumiałam, co mogła teraz czuć..:
- To stało się tak nagle!- Podjęła opowieść- Akurat zmywałyśmy z mamą naczynia po obiedzie, gdy ktoś zaczął się dobijać do drzwi. Arek poszedł otworzyć i na dzień dobry oberwał pięścią w nos. Szwedzi wbiegli do mieszkania, przegonili nas do salonu i na naszych oczach zaczęli wszystko przewracać. Sterroryzowali cały salon, a później przeszli do sypialni. Matka udała atak serca, przez co odwróciła ich uwagę, a my z Arkiem dopadliśmy okno. Dobre przynajmniej i to, że mieszkamy na parterze. Pierwsza przez nie wyskoczyłam i już byłam na zewnątrz, gdy zauważyłam, że Arka nie ma ze mną. Zauważyłam, że wisi na oknie nieprzytomny. Szybko schowałam się w pobliskiej stercie śmieci i poczekałam, aż oni wyjdą, a kiedy wyszli, wróciłam do mieszkania. Matka leżała bez ruchu na ziemi, a brat pod oknem. Spróbowałam go podnieść i pomogłam odzyskać przytomność, a gdy się już w miarę obudził, wzięliśmy z podłogi porozrzucane płaszcze i uciekliśmy do was...
-Och Jezu i Święta Mario nad Pannami...- Babcia już zaczęła lamentować, a my z Mateuszem po prostu osłupieliśmy. Monika i Arek byli najwyraźniej ścigani oraz o coś podejrzani. I właśnie się u nas ukrywali. Co robić?! Jak ich znajdą, to zabiją i ich, i nas. A Alex nie będzie w stanie już nam pomóc. Nie w tym przypadku... Aczkolwiek wiedzieliśmy jedno: nie mogliśmy wyrzucić ich z domu. Teraz byli sierotami. Matka martwa, a jak kiedyś wspominał mi Mateusz, rok temu ich ojciec zginął na froncie.
Monika zaczęła szlochać, a Mateusz przysiadł do niej i ją do siebie czule przytulił. Babcia nawet tego nie zauważyła. Zbyt bardzo była pochłonięta analizowania tego, co przed chwilą usłyszała:
-Przykro mi.- Odezwałam się, a ona spojrzała na mnie ze zrozumieniem i znów ukryła swoją twarz w klatce piersiowej Mateusza
-Nie czas na szlochy.- Babcia poderwała się ze swojego miejsca- Musimy wam wyrobić fałszywe dokumenty i zmienić wasz wygląd. I koniecznie musicie wyjechać! Jak najszybciej!
-Pomożemy wam.- Szeptał do niej kojąco Mateusz- Wszystko będzie w porządku...
-Już nic nie będzie w porządku!- Sprzeciwiła się- Nie mamy gdzie mieszkać, straciliśmy wszystko!
-Pola też wszystko straciła i popatrz, jakoś żyje.- Zwróciła na mnie uwagę babcia, a ja poczułam się nieswojo. Monika spojrzała na mnie wojowniczo, a jej mina zrzedła.
-Mogłabym z tobą porozmawiać na osobności?- Zadała mi pytanie, a wszystkie oczy zostały skierowane na mnie...
- To stało się tak nagle!- Podjęła opowieść- Akurat zmywałyśmy z mamą naczynia po obiedzie, gdy ktoś zaczął się dobijać do drzwi. Arek poszedł otworzyć i na dzień dobry oberwał pięścią w nos. Szwedzi wbiegli do mieszkania, przegonili nas do salonu i na naszych oczach zaczęli wszystko przewracać. Sterroryzowali cały salon, a później przeszli do sypialni. Matka udała atak serca, przez co odwróciła ich uwagę, a my z Arkiem dopadliśmy okno. Dobre przynajmniej i to, że mieszkamy na parterze. Pierwsza przez nie wyskoczyłam i już byłam na zewnątrz, gdy zauważyłam, że Arka nie ma ze mną. Zauważyłam, że wisi na oknie nieprzytomny. Szybko schowałam się w pobliskiej stercie śmieci i poczekałam, aż oni wyjdą, a kiedy wyszli, wróciłam do mieszkania. Matka leżała bez ruchu na ziemi, a brat pod oknem. Spróbowałam go podnieść i pomogłam odzyskać przytomność, a gdy się już w miarę obudził, wzięliśmy z podłogi porozrzucane płaszcze i uciekliśmy do was...
-Och Jezu i Święta Mario nad Pannami...- Babcia już zaczęła lamentować, a my z Mateuszem po prostu osłupieliśmy. Monika i Arek byli najwyraźniej ścigani oraz o coś podejrzani. I właśnie się u nas ukrywali. Co robić?! Jak ich znajdą, to zabiją i ich, i nas. A Alex nie będzie w stanie już nam pomóc. Nie w tym przypadku... Aczkolwiek wiedzieliśmy jedno: nie mogliśmy wyrzucić ich z domu. Teraz byli sierotami. Matka martwa, a jak kiedyś wspominał mi Mateusz, rok temu ich ojciec zginął na froncie.
Monika zaczęła szlochać, a Mateusz przysiadł do niej i ją do siebie czule przytulił. Babcia nawet tego nie zauważyła. Zbyt bardzo była pochłonięta analizowania tego, co przed chwilą usłyszała:
-Przykro mi.- Odezwałam się, a ona spojrzała na mnie ze zrozumieniem i znów ukryła swoją twarz w klatce piersiowej Mateusza
-Nie czas na szlochy.- Babcia poderwała się ze swojego miejsca- Musimy wam wyrobić fałszywe dokumenty i zmienić wasz wygląd. I koniecznie musicie wyjechać! Jak najszybciej!
-Pomożemy wam.- Szeptał do niej kojąco Mateusz- Wszystko będzie w porządku...
-Już nic nie będzie w porządku!- Sprzeciwiła się- Nie mamy gdzie mieszkać, straciliśmy wszystko!
-Pola też wszystko straciła i popatrz, jakoś żyje.- Zwróciła na mnie uwagę babcia, a ja poczułam się nieswojo. Monika spojrzała na mnie wojowniczo, a jej mina zrzedła.
-Mogłabym z tobą porozmawiać na osobności?- Zadała mi pytanie, a wszystkie oczy zostały skierowane na mnie...
Komentarze
Prześlij komentarz