Rozdział 36

Przez kilka dni włóczyłam się po domu w tą i z powrotem, szukając sobie jakichś zajęć, lecz ciągle mi ich brakowało. Wszystko było uprane, okna i podłogi błyszczały jak jeszcze nigdy, kurz był perfekcyjnie starty, wszelkie tkaniny pozszywane i zacerowane, a do obiadu jeszcze było sporo czasu. Mateusz znalazł sobie jaką dorywczą pracę i codziennie znikał na kilka godzin, a babcia... W sumie to jak babcia. Ciągle odwiedzała swoje koleżanki, zarówno te w szpitalu jak i te, które ukrywały się w swoich mieszkaniach. Czasami one odwiedzały ją, a ja wtedy miałam jakieś zajęcie. Piekłam ciasta, robiłam duży wykwintny obiad, nakrywałam do stołu, podawałam im przekąski.
Pewnego razu babcia wyszła z inicjatywą, że powinnam pójść do pracy jako kelnerka lub kucharka, bo świetnie gotuję i nie powinnam się marnować u nich w mieszkaniu, w szczególności, że się nudzę. Nie było to powiedziane ze wścibskością lub irytacją. Po prostu babcia chciała, bym miała jakieś stałe zajęcie, niż ciągle chodziła z kąta w kąt i czekała, aż w domu będzie bardziej brudno. Tak też i zrobiłam. Udało mi się znaleźć pracę w jednej z knajpek nieopodal naszej kamienicy, której właścicielem był stary przyjaciel rodziców Mateusza. Gdy dowiedział się o moich losach, oraz że z nimi mieszkał, bez wahania zaoferował mi stanowisko kucharza pomimo tak młodego wieku. Do jego lokalu przychodzili zarówno Polacy jak i Szwedzi, lecz ja nie wiedziałam komu przygotowuję posiłek, gdyż znajdowałam się w kuchni, która nie miała widoku na salę z gośćmi. Czasami jednak, szef przychodził do mnie i prosił, bym na przykład napluła do zupy lub dodała więcej pieprzu. I wtedy wiedziałam, że gotuję dla Szwedów. Lub też dla kogoś, kogo mój szef po prostu nie lubił. Prócz mnie, w knajpce pracowały trzy kelnerki, jeszcze jedna kucharka i księgowy. Szef nadzorował kto wchodzi do jego lokalu, a awanturujących się gości wypraszał. Trzeba przy tym zaznaczyć, że mój pracodawca należał do ludzi o wystarczająco szerokich barkach oraz wysokim wzroście, by wyrzucić na bruk dwóch awanturników.
W końcu miałam jakieś zajęcie i byłam szczerze wdzięczna babci. Mogłam również płacić za swój pobyt u nich, lecz ani babcia, ani Mateusz nie chcieli moich pieniędzy. Powiedzieli, że nie mogą ich ode mnie przyjąć, ponieważ wnoszę do ich życia tyle dobrego, że nie mają serca, jak to ujęli, ,,ograbiać"mnie z moich ciężko zarobionych pieniędzy...
Słońce już chyliło się ku zachodowi, a ja akurat skończyłam pracę i wracałam do kamienicy, gdy nagle przed budynkiem zauważyłam kilka samochodów, które należały do szwedzkiego wojska. Na sam ich widok dostałam gęsiej skórki. Po co ich tu aż tyle?, zastanawiałam się. Nagle pomyślałam, Alex! Pognałam co sił w nogach do środka, mając tylko najgorsze przeczucia...

Komentarze