Rozdział 40 - Epilog

Gdy wojna chyliła się już ku końcowi, a był to maj 1945. roku, wszyscy Szwedzi wycofali się z Kołobrzegu i innych polskich państw nadmorskich. Wszyscy, prócz jednego. Alex nadal pozostał w kołobrzeskiej kamienicy i bynajmniej nigdzie nie miał zamiaru się ruszyć, a przynajmniej nie beze mnie.
Od tamtego wydarzenia, gdy wyznaliśmy sobie miłość, Alex nieustannie chodził, a raczej utykał rozpromieniony. Na początku zamówiliśmy dla niego specjalne kule, a gdy zarobiłam trochę więcej pieniędzy, w końcu było nas stać na solidną protezę. Jakoś sobie daje radę, chociaż początki były ciężkie. Teraz Alex czeka, aż będę pełnoletnia, bo nie kryje, że chce mnie poślubić. Już o swoich planach poinformował Mateusza i babcię Polę, którzy serdecznie się śmiali na jego entuzjastyczne plany na przyszłość. W międzyczasie do naszej kamienicy wpadli Arek z Moniką, którym udało się przetrwać wojnę i teraz mogli bezpiecznie wrócić do Kołobrzegu. Oczywiście Monika rzuciła się na Mateusza i go wycałowała, natomiast Arek był zawiedziony, że nie zaczekałam na niego, lecz wybaczył mi to, bo sam w międzyczasie znalazł sobie narzeczoną.
Wszystko dobre, co się dobrze kończy, prawda? Ale jednak, na krótko po zakończeniu wojny, zmarła babcia Pola. Mateusz twierdził, że znalazł ją nieżywą w łóżku, a gdy przyszedł lekarz, stwierdził, że odeszła we śnie, zupełnie bezboleśnie. Wszyscy ją opłakiwaliśmy, nawet Monika i jej brat, w końcu im też pomagała. Jako iż Mateusz miał siedemnaście lat, czyli był jeszcze niepełnoletni, zaproponował swojej dziewczynie oraz jej bratu, wprowadzenie się do mieszkania. Trzeba przyznać, że na początku nie bardzo chcieli mieszkać w domu żałoby, lecz po jakimś czasie w końcu zamieszkali z nim.

Pewnego dnia, gdy przechadzałam się z Alex'em przez kołobrzeski park, zauważyłam pod drzewem jednego z weteranów wojennych. Polski mundur był podarty oraz brudny, tak samo jak jego właściciel, którego broda chyba nie była przycinana od kilku lat. Spojrzał na mnie zmęczonymi szarymi oczami, a ja zamarłam. Nie poznał mnie i może to lepiej. Rzuciłam mu kilka monet do puszki po kukurydzy, a on nawet mi nie podziękował. Nie zmienił się ani troche po tej wojnie, pomyślałam i ruszyliśmy dalej:
-Did you know him?- Zapytał Alex, który aktualnie mnie obejmował
-Why are you asking?
-Because you were watching him closely.- Wyjaśnił
-That was my father.- Odparłam uśmiechając się tajemniczo. A jednak przeżył...

Komentarze