Rozdział 36
Przez kilka dni włóczyłam się po domu w tą i z powrotem, szukając sobie jakichś zajęć, lecz ciągle mi ich brakowało. Wszystko było uprane, okna i podłogi błyszczały jak jeszcze nigdy, kurz był perfekcyjnie starty, wszelkie tkaniny pozszywane i zacerowane, a do obiadu jeszcze było sporo czasu. Mateusz znalazł sobie jaką dorywczą pracę i codziennie znikał na kilka godzin, a babcia... W sumie to jak babcia. Ciągle odwiedzała swoje koleżanki, zarówno te w szpitalu jak i te, które ukrywały się w swoich mieszkaniach. Czasami one odwiedzały ją, a ja wtedy miałam jakieś zajęcie. Piekłam ciasta, robiłam duży wykwintny obiad, nakrywałam do stołu, podawałam im przekąski. Pewnego razu babcia wyszła z inicjatywą, że powinnam pójść do pracy jako kelnerka lub kucharka, bo świetnie gotuję i nie powinnam się marnować u nich w mieszkaniu, w szczególności, że się nudzę. Nie było to powiedziane ze wścibskością lub irytacją. Po prostu babcia chciała, bym miała jakieś stałe zajęcie, niż ciągle chodziła z k...






Komentarze
Prześlij komentarz