Rozdział 20
Wpadłam w panikę. Najchętniej to wskoczyłabym z powrotem do budynku, lecz drzwi były zamknięte, a zanim wydobyłabym klucze z płaszcza i je przekręciła w zamku, to zdążyliby mnie zastrzelić z pięć razy. Stałam więc przy skrzynce na listy cała sparaliżowana ze strachu. Co prawda wyszłam o zmroku na zewnątrz, lecz nie wałęsałam się po ulicy. Stałam tylko w drzwiach kamienicy z pocztą w dłoni. Żołnierze podeszli do mnie i jeden z nich wyciągnął swoją dłoń: -Ge mig det. (Daj mi to.)- Padła komenda, lecz jej nie zrozumiałam, a mężczyzna powtórzył ją jeszcze raz, tylko z wyraźnym zirytowaniem w głosie. Nadal przyciskałam kopertę do piersi i nie zamierzałam nikomu jej dawać. Drugi z mężczyzn, roślejszy, zbliżył się do mnie i złapał za ramiona, po czym potrząsnął mną jak szmacianą lalką. Pisnęłam przestraszona, a drzwi kamienicy nagle się otworzyły. Stał w nich nikt inny jak kolejny Szwed, w tym samym niebieskim uniformie, co ci żołnierze przede mną: -Vad händer här? (Co tu się dzieje?)- Za...






Komentarze
Prześlij komentarz